
Zanim zacznie się dyskutować należałoby chyba rozpocząć od zdefiniownia kilku podstawowych przynajmniej pojęć, by uniknąć długotrwałych sporów o to co każdy uczestnik dyskusji ma na myśli. Krótko i jak najprościej zatem:
Wegetarianin - to osoba, która świadomie, z pobudek etycznych i z własnego wyboru nie jada niczego co jest lub było ciałem zwierzęcia, ani jego produktów (krwi, żelatyny itd.). Dopuszcza jednak spożywanie produktów zwierzęcych, uzyskiwanych bez zabijania tego zwierzęcia, któremu zostały one odebrane, np. mleko, jajka, czy miód. Czerwone wino, na przykład, zabarwiane jest koszeliną (barwnikiem uzyskiwanym ze zmiażdżonych specjalnych mszyc). Jeśli więc ktoś deklaruje się jako wegetarianin, a pija czerwone wino, czy jada jogurty oznaczone "bio" zawierające żelatynę, musi albo z nich zrezygnować albo przemianować się na "jarosza".
Właściwie oryginalne znaczenie łacińskiego słowa "vegetarius" to "roślinny", czyli bardziej pasuje do definicji "Weganin".
Weganin
- to osoba, która świadomie, z pobudek etycznych, tj. aby nie przyczyniać się do śmierci, cierpienia, ani w ogóle niszczenia Natury itp., nie używa, nie kupuje, nie handluje, nie promuje, nie przyjmuje jako daru, ani w jakikolwiek inny sposób nie przyczynia się do produkcji czegokolwiek pochodzącego z ciała zabitego zwierzęcia.Zatem nie tylko nie jada tzw. "mięsa", czy innych produktów (żelatyny, krwi, tluszczu zwierzęcego itp.), ale również nie używa wyrobów galanteryjnych (z kości, kopyt, rogów, ości, jelit, skóry itp.), ani innych artykułów powstałych na skutek cierpienia, śmierci i wyzysku zwierząt np. miodu, wełny, futer, klejów kostnych, produktów testowanych na zwierzętach (leki, chemikalia, kosmetyki, sprzety użytkowe, np. hełmy baseball'owe), czy zawierających w sobie składniki pochodzenia zwierzęcego. Osoba taka nie kupuje zatem butów, odzieży czy innych wyrobów skórzanych, jak np.paski, torby, terebki, portmonetki, ozdoby itp.). Weganin etyczny zatem ma jako cel nie przyczynianie się do cierpienia i śmierci. Tym też różni się od zwykłego "jarosza".
Słowo "weganin" to sztuczny twór powstały z modyfikacji słowa "wegetarianin", zawężającej jego znaczenie do unikania absolutnie wszystkiego co pochodzi ze zwierząt.
Jarosz
- to osoba po prostu nie jadająca mięsa.Nie ma tu żadnych względów etycznych itp. Możnaby zastanawiać się, czy spożywając wyroby zawierające np. krew, żelatynę i inne jest się nadal jaroszem. Mamy tu chyba całkiem duży "margines swobody interpretacji" tego terminu, jako że np. w niektórych środowiskach mianem "jarosza" określa się osobę jadającą nawet drób czy ryby(!). Skoro więc aż taka tolerancja tutaj występuje, to uważam, iż miejsca dla żelatyny, krwi itp. jest dość w tym właśnie terminie.
Istnieją wszak osoby, które bynajmniej nie ze względów moralnych, ale po prostu dla własnego dobra (dla zdrowia, z oszczędności, dla prestiżu, dla towarzystwa, z konieczności czy przymusu, badź jakichkolwiek innych aniżeli moralne pobudek) nie jadają ani mięsa, ani nabiału, ani nawet grzybów oraz prowadzą wręcz wzorowy tryb życia, ale równocześnie chodzą w pięknie wypolerowanych butach skórzanych, czy używają innych wyrobów opłaconych cierpieniem zwierząt. Takie osoby mieszczą się w ramach definicji "jarosz" właśnie. Niestety, bardzo często określa się je błędnie jako "wegetarian".
Fanatyzm
- to kierowanie się w swym postępowaniu wierzeniami w większym stopniu, niż sumieniem, logiką i zdrowym rozsądkiem.Najlepszym chyba przykładem mogą tu być chrześcijanie, muzułmanie oraz inni, którzy twierdzą jakoby ich Bóg, którego w innych sytuacjach określają jako źródło życia i ideał miłości, dopuścił, a wręcz nakazał zabijanie zwierząt dla dobra człowieka. Osoby takie przedkładają swoją religię, czyli również obarczone błędami ludzkie dzieło, ponad to, co my wszyscy dostaliśmy od Stwórcy na samym początku, a więc na długo przed powstaniem Biblli czy Koranu, mianowicie: sumienie, współczucie, umiejętność logicznego myślenia i wyciągania wniosków, zdrowy rozsądek itp.
Jeśli więc ktoś mówi o miłości i miłosiernym Bogu, a równocześnie akceptuje zabijanie, ten zaprzecza temu, co właśnie od Boga dostał, czyli ww. darom. Zasłanianie się oklepanymi "argumentami" np. jakoby "Jezus jadał ryby", czy "Bóg polecił zabijanie zwierząt ofiarnych" jest rozpaczliwym aktem uciszania sumienia, tłumienia danego nam współczucia, zaprzeczania tym wszystkim wyżej wymienionym "cechom prosto z fabryki". A wszystko to po to, by wybielić i usprwiedliwić własne upodobania smakowe i własną pożądliwość. Wszak nikt nie jada mięsa DLATEGO, że "Jezus jadał ryby", czy "Bóg polecił zabijanie zwierząt ofiarnych", ale DLATEGO, że sam tego chce, natomiast owe "argumenty" speniać mają tę samą rolę co płot pijanemu. Dziwne, że najczęściej tacy gorliwcy nie naśladują Jezusa w innych cennych cechach czy postępowaniu. Podobnie jak alkoholicy twierdzą, że przecież sam Jezus pijał wino, a pierwszym jego cudem było przemienienie wody w ów trunek. Nie piją wina czy w ogóle alkoholu DLATEGO, że Jezus pijał, ale DLATEGO, że jest to ich własnym upodobaniem, czyż nie? Tu znowu należy odwołać się do zwykłej uczciwości.
Zarówno Biblia jak i Koran zostały spisane przez człowieka i pomimo tego, iż ponoć są one natchnione przez Boga a przez to nieomylne, są one obciążone błędami ludzkiej interpretacji. Nie tylko ich przekład z języków oryginalnych na inne jest niedoskonały, ale przede wszystkim fakt, iż pomimo natchnienia Bożego pisali je ludzie wychowani i żyjący w takich czy innych ramach filozoficznych i moralnych. W owych czasach zjawisko mordowania sąsiada dlatego tylko, że myślal inaczej, czy składania w ofierze własnego dziecka nie było bynajmniej aż tak niezwykłe i wstrząsające opinią publiczną jak obecnie. Niewolnictwo czy przywłaszczanie żon było czymś normalnym. Nic dziwnego zatem, iż krew w opowieściach biblijnych leje sie szerokim strumieniem. Nie powinno się więc dostosowywać naszego dzisiejszego myślenia, a co za tym idzie, postępowania, do ówczesnych standardów. Inaczej będzie to fanatyzm właśnie.
Problem chrześcijan, żydów czy muzułmanów polega na tym, że "litera zabija ducha". Jak głosi przysłowie "Littera docet, littera nocet" (litera uczy, litera szkodzi). Wszystko zatem zależy od tego, jak i w jakim celu chcemy jej użyć.
Tolerancja
- akceptacja czyjejś odmienności, jednak na tyle, na ile odmienność ta jest nieszkodliwa. Innymi słowy: jest to czyjaś wolność nie odbywająca się kosztem wolności kogoś innego.Tolerancją jest zatem akceptacja tego, że ktoś zakłada krawat według swego uznania - czy to czarny, czy zielony, albo jest przedstawicielem innej rasy bądź religii. Nie jest jednak tolerancją przymykanie oczu na oczywiste zło. Wtedy jest to już ignorancja.
Jeśli więc ktoś twierdzi: "Jesteś nietolerancyjny czepiając sie tego co mam na moim talerzu, czy tego co mam na sobie", to jest to osoba nie rozumiejąca definicji słowa "tolerancja". Nie pojmuje bowiem, że zawartość jej talerza nie jest ograniczona wolnością jej samej, ale odbywa sie kosztem wolności kogoś innego, np. umęczonego i w końcu zabitego zwierzęcia. Ta sama osoba zapewne nie wykazałaby tolerancji wobec kogoś, kto uszkodziłby, czy ukradł jej samochód. Ani też policja, która zostałaby o tym powiadomiona. Tymbardziej więc ważne jest zrozumienie tego w kwestii życia. Nikt bowiem nie zjada kawałka czyjegoś ciała, czy nie nosi swej skórzanej torebki, o ile nie miało miejce okropne zdarzenie, które dawcę tego artykułu pozbawiło wolności a w końcu również życia.
Zatem tolerancja to swoboda ale tylko w ramach własnej wolności.